Mówią: kocham...

Mówią: kocham...

czwartek, 3 listopada 2011

Utkana z nici babiego lata...

Utkana z nici babiego lata, ubarwiona deszczem liści. Ach, jaka jest piękna :)  Czy te  kolorowe, ciepłe dni to nagroda za zimne, deszczowe lato?
Jesień to podobno najlepsza pora na czytanie książek, melancholijne stany, smutek i tęsknotę. Chciałabym aby nasza jesień była barwna, pełna spacerów, gości, spotkań przy talerzu gorącej zupy lub kubku zielonej herbaty.
Taki był ostatni weekend, wypełniony śmiechem, gwarem, z obowiązkowym spacerem po naszym pięknym, jesiennym parku.



 Najpierw się poznawaliśmy :) 



Czas na spacer uroczymi zakamarkami naszego parku, ustrojonego jesiennie...





Gniazdo szerszeni - jesienią nie straszne, pozbawione groźnego brzęczenia
 i ruchu jaki panował tam latem


 Pozujemy :)))




W deszczu liści radośnie skąpana :)

 Przyłapani przez oko obiektywu

Spotkania na polanie - to, co tygryski lubią najbardziej :)

Natalka spacerem zmęczona postanowiła Wilda wypróbować... 
Ale na rumaka się jeszcze nie nadaje :)

Kartki z podróży

Weekend na wsi jest jak stop klatka... Zatrzymanie, chwila zadumy, zapachy, które nagle czuć intensywnie, niespieszne posiłki, chwila rozmowy, czas na książkę. To wszystko o czym marzę w zgiełku miasta i pędzących dni. Październikowe Chmielno z lekko pomarszczoną taflą jeziora i cudownie gościnną Agroturystyką u Chłopa, polecam! Patrzę w tę garść wspomnień i mam ochotę tam wrócić, choćby na chwilę. Znów posmakować zupy z dyni, posłuchać kaszubskiej gwary, zadumać się nad filiżanką kawy i kawałkiem domowego ciasta z konfiturą truskawkową, przyjrzeć się ciężkiej, żmudnej pracy całej rodziny zaangażowanej we wspólne dzieło. W zgodzie ze sobą, z mijającymi porami roku, z radością i cierpliwością realizują marzenia życia. To naprawdę zachwyca.     


Natalka również okolicą zachwycona :)




Takie dyniowe piłki to naprawdę przednia zabawa :))


Kaszubskie klimaty




Natalkę bardziej przekonuje tradycyjne "sto lat", co nam prezentowała dziarskim głosikiem...

Wyjazd z miasta to okazja do nowych odkryć, spotkań, przypadkowych wzruszeń i ciepłych rozmów. Czasem to szansa na spotkanie pokrewnych dusz, zakochanych jak ja w psach, przyrodzie i otaczającym świecie :) Także i tym razem wycieczka do Chmielna mnie nie zawiodła, u Chłopa czekała niespodzianka - labrador Bazyl i jego przemili właściciele :) Dla mnie - Pani z deficytami, która swoje pieski zmuszona była zostawić w domku, był to balsam na stęsknione serce...





Mam wątpliwości czy to właściwy trunek dla malucha, 
Bazyl jest rówieśnikiem naszego Wilda :)))